Na kanale YouTube „Kiedyś to było” właśnie ukazał się ponad 30-minutowy materiał poświęcony legendzie Złotego Pociągu, a konkretnie tajemniczemu 61. kilometrowi linii kolejowej Wrocław–Wałbrzych.
Autor kanału zabiera widzów w dolinę pełną zapadlisk, starych nasypów i szeptów dawnych świadków. W filmie nie brakuje mocnych akcentów już od pierwszych sekund: „W Polsce są miejsca, które nie pasują do żadnej mapy. Miejsca, które milczą, ale nie zapominają”. Twórca wraca do korzeni legendy – chaosu ostatnich miesięcy 1945 roku, gdy tysiące transportów wywoziło z Dolnego Śląska wszystko, co cenne: złoto, dzieła sztuki, dokumenty.
Największą wartością odcinka jest szczegółowa analiza dotychczasowych poszukiwań – od lokalnego badacza pana Słowikowskiego, przez studenckie ekspedycje, aż po głośną w 2015–2016 sprawę Piotra Kopra i Andreasa Richtera na 65. kilometrze, która ostatecznie zakończyła się rozczarowaniem.
Główna część filmu to jednak osobista wyprawa autora na 61. kilometr – miejsce, które przez lata pozostawało w cieniu słynniejszego „65.”. Pokazuje porównania starych i nowych map, anomalie widoczne na zdjęciach LiDAR, zapadliska oddalone dokładnie o 82 metry od torów (tyle ile Niemcy zazwyczaj zostawiali między linią kolejową a ukrytymi sztolniami), a nawet testy radiestezyjne i ślady dawnych odwiertów. Nie brakuje też głosów dawnych kolejarzy i robotników przymusowych mówiących o „nocnej robocie”, nowych szynach i nagle postawionym murze.
„Znalazłem tunel i trzy wagony. Teraz chcę to udowodnić” – cytuje autor szefa jednej z najnowszych inicjatyw „Złoty Pociąg 2025”, która wiosną tego roku otrzymała zgodę nadleśnictwa na nieinwazyjne badania georadarowe.
Materiał dostępny jest już na kanale „Kiedyś to było”. Warto zobaczyć – zwłaszcza jeśli ktoś wciąż wierzy, że gdzieś pod dolnośląskimi torami czeka pociąg-widmo z 1945 roku.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz