Wiadomości

Zamknij

Miłość, która nie ma emerytury

Przemysław Tokarski Przemysław Tokarski 16:28, 29.04.2026
Skomentuj Miłość, która nie ma emerytury użyczone (Projekt Tacy Sami)

Starość określona jest w Polsce na 60. rok życia i choć kojarzy się z zasłużonym odpoczynkiem, czasem dla siebie oraz mniejszą liczbą obowiązków, nie zawsze tak wygląda. W naszym kraju starość ma kobiecą twarz – panie żyją dłużej, częściej pozostają samotne i otrzymują niższe emerytury, co już stanowi element wykluczenia. Jednocześnie to właśnie na nich najczęściej spoczywa opieka nad starzejącymi się rodzicami, a także dorosłymi dziećmi z niepełnosprawnościami. Pozostają opiekunkami synów i córek do końca życia – jak pokazuje historia Barbary, niewidzialnymi nie tylko przez system, ale też przez drugiego człowieka.

Skala problemu

W Polsce żyje ponad 5 milionów osób z niepełnosprawnościami, z czego zdecydowana większość to dorośli, wymagający wsparcia w codziennym funkcjonowaniu. System opieki instytucjonalnej obejmuje niewielką część potrzebujących – w całodobowych placówkach na terenie naszego kraju przebywa ok. 120 tysięcy osób. Oznacza to, że ogromna większość dorosłych z niepełnosprawnościami pozostaje pod opieką rodziców. W domach toczy się codzienna walka o godny byt, zapewnienie podstawowych potrzeb, naukę samodzielności, spoczywającą – nie da się ukryć – głównie na matkach, które rezygnują z pracy zawodowej, a tym samym, z własnej niezależności. 

Codzienność, która ma rytm

Barbara Popławska jest mamą dwojga dorosłych dzieci: 48-letniego Sebastiana i 43-letniej Mileny, która urodziła się w 29 tygodniu ciąży z wagą 900 g i niedotlenieniem mózgu, w wyniku czego ma niepełnosprawność intelektualną.

Ich dzień zaczyna się wcześnie, przed szóstą rano. To Milena, wyciągając kubki na kawę, daje sygnał, że czas wstawać. Ten prosty rytuał to początek dnia, który wypełniają obowiązki. Każda czynność wymaga uważności: przygotowanie ubrań, przypilnowanie, czy wszystko jest założone prawidłowo, tłumaczenie najprostszych rzeczy. Milena nie rozróżnia pór roku, nie zawsze komunikuje swoje potrzeby słowami. Barbara cierpliwie uczy, powtarza, wspiera. Cztery dni w tygodniu Milena uczęszcza do ośrodka. To czas, kiedy jej mama może zająć się domem, zrobić zakupy, przygotować obiad. Po południu znów są razem – spacerują, pracują w ogródku, spędzają czas tak, jak lubią. Córka koloruje, wycina gazety, słucha muzyki. To życie, które może wydawać się zwyczajne, a jednak nie byłoby możliwe bez zaangażowania i ogromnych pokładów miłości. 

Trudne momenty się zdarzają

Wyzwań nie brakuje. Milena bywa uparta, zdarzają się jej wybuchy agresji – w domu jeszcze możliwe do opanowania, w przestrzeni publicznej stanowią źródło stresu i niezrozumienia. Ludzie patrzą. Czasem oceniają. Rzadko pytają.

– Widzą tylko dorosłą kobietę, która mnie szarpie i krzyczy. Nie wiedzą, jaką drogę przeszłyśmy i jaki jest powód takiego zachowania – mówi Barbara.

Największy lęk? Że córka mogłaby się zgubić. Nie potrafiłaby powiedzieć, kim jest ani gdzie mieszka. Dlatego Barbara nie zostawia jej samej. Nigdy.

Skąd czerpie siłę? Odpowiedź jest prosta: z miłości.

– Kiedy widzę, że Milena jest szczęśliwa, ja też jestem szczęśliwa – mówi. – Chcę, by jej życie było dobre, by się uśmiechała, by miała codzienne radości i czuła się kochana.

W trudnych chwilach zdarzają się łzy. Milena potrafi podejść i z czułością je otrzeć. Ten gest mówi więcej niż słowa.

Ale wsparcie znajduje też w innych rodzicach. Od wielu lat działa w Kole Pomocy Dzieciom i Młodzieży z niepełnosprawnościami, które zrzesza rodziny takie jak ich. Organizują warsztaty manualne, spotkania z logopedą, psychologiem, turnusy terapeutyczne czy wyjazdy zagraniczne. Byli już we Włoszech, we Francji, Hiszpanii, Portugalii. Wspólnota doświadczeń, rozmowy, wymiana praktycznej wiedzy – to wszystko buduje poczucie, że nie jest się samemu. I to jest bardzo ważne.

– Dziś mamy więcej możliwości niż kiedyś. Gdy Milena była mała nikt nie słyszał o grupach wsparcia, o organizacjach pomocowych. Nie było internetu, nie wiedzieliśmy nawet, jak pozyskiwać wiedzę, do kogo się udać po poradę. Teraz – mam wrażenie – rodzicom dzieci z niepełnosprawnościami jest dużo łatwiej. Przynajmniej wiedzą, od czego zacząć – wyjaśnia.

Sama przeszła długą drogę: od nieśmiałej, wycofanej kobiety, do tej, która potrafi zawalczyć o swoje prawa. Bo życie dało jej nie tylko siłę, ale nauczyło asertywności oraz odwagi.

Wykluczenie, które wciąż boli

Historia Barbary to także opowieść o dyskryminacji. Gdy jeszcze pracowała, córkę odprowadzała do specjalnego przedszkola, położonego w znacznej odległości od zakładu. Nie miała na kogo liczyć, dzieci wychowywała sama, nie miała samochodu, więc korzystała z komunikacji miejskiej. Spóźnienia, choć niezawinione, spotkały się z brakiem zrozumienia ze strony współpracowników. Zamiast wsparcia, dostała polecenie „odpracowywania” czasu w pustej hali, bez wyraźnej nawet potrzeby, za to w zupełnej samotności. We wspomnieniach z tego czasu pojawia się poczucie niesprawiedliwości i upokorzenia, a w oczach Barbary – dziś już emerytki – pojawiają się łzy.

Ze smutkiem wspomina też chwilę, gdy wraz z innymi rodzicami dzieci niepełnosprawnych usłyszeli odmowę dopuszczenia ich do bierzmowania z obawy, że „zakłócą ceremonię”. Taka sytuacja, jeszcze w takim miejscu, zdarzyć nie powinna się nigdy. Pokazuje ona jednak, jak głęboko zakorzenione są w ludziach stereotypy: niezależnie od wieku, poziomu wykształcenia czy roli społecznej.

Marzenia i niepokoje

Jak wiele matek w podobnej sytuacji, Barbara myśli o przyszłości. O tym, co stanie się z dzieckiem, gdy jej zabraknie. Ma już swoje lata, nie jest tak sprawna jak kiedyś. Marzy o bezpiecznym miejscu dla córki – o ośrodku, w którym będzie naprawdę zaopiekowana. Nie chciałaby obciążać tym obowiązkiem brata Mileny, ani swojej siostry, bo ona, choć znacznie młodsza, ma swoje troski i kłopoty, wychowując poruszające się na wózku inwalidzkim dziecko. Barbara dba więc o swoje zdrowie, o utrzymanie kondycji fizycznej, o to, by mogła być z córką jak najdłużej, tym bardziej, że – jak mówi: opieka nad Mileną to mój sens życia, nie umiałabym żyć inaczej.

Historia Barbary Popławskiej to opowieść o wytrwałości, która nie potrzebuje wielkich słów. O sile budowanej każdego dnia – w porannej kawie, w cierpliwym tłumaczeniu, w walce o godność.

To także przypomnienie, że wykluczenie nie zawsze ma spektakularny wymiar. Często kryje się w drobnych gestach, spojrzeniach, decyzjach. To historia nadziei, bo jak mówi Barbara: – Mimo trudności trzeba się uśmiechać. I zarażać uśmiechem innych.

Projekt „Tacy sami” (FEDS.07.03-IP.02-0008/25) o wartości 1.116.769,20 zł. Dotacja do projektu w ramach programu Fundusze Europejskie dla Dolnego Śląska 2021-2027 Europejski Fundusz Społeczny PLUS wynosi 1.060.452,20 zł.

W ciągu 24 miesięcy realizacji projektu (1 X 2025 – 30 IX 2027):
90 osób (w tym co najmniej 65 kobiet) otrzyma wsparcie w zakresie równego traktowania i niedyskryminacji
dla 3 grup: 30 osób z niepełnosprawnościami, 30 kobiet, 30 seniorek i seniorów – warsztaty antydyskryminacyjne – budowania własnej wartości, uświadamiania własnych praw i nauki obrony przed dyskryminacją (po 24 warsztaty dla każdej grupy)
90 osób weźmie udział w 3 spotkaniach integracyjnych poświęconych problematyce równości i niedyskryminacji
192 godziny indywidualnego i grupowego wsparcia psychologicznego i pedagogicznego dla osób dyskryminowanych
6 pracownic/wolontariuszek fundacji skorzysta z różnego rodzaju kształcenia w zakresie realizacji aktywnych działań zapobiegania dyskryminacji ze względu na płeć, orientację seksualną, rasę, pochodzenie etniczne, religię, światopogląd, niepełnosprawność, wiek, przeciwdziałanie mobbingowi i stereotypom
roczna kampania #tacysami w mediach lokalnych Aglomeracji Wałbrzyskiej.

Dodatkowych informacji udziela: Bogna Radczak – koordynatorka projektu mail: [email protected], tel. 74 843 45 62

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tvwalbrzych.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

0%