Gdy w Rzeczce, Czarnowie i czeskich Janovičkach działają wyciągi, a narciarze stoją w kolejkach, gdy nawet w Andrzejówce są tłumy narciarzy i saneczkarzy, Dzikowiec – zaledwie kilka kilometrów od Wałbrzycha – pozostaje zamknięty. Nie z powodu braku chętnych, ale przez brak decyzji i inwestycji. Pięknie położony stok, który mógłby być wizytówką regionu, dziś służy głównie jako punkt widokowy.

Wyciąg działa. Stok – nie
Na Dzikowcu można dziś wjechać wyciągiem krzesełkowym na szczyt, obejrzeć panoramę i… wrócić na dół bez nart. Stok narciarski nie funkcjonuje. Tymczasem to właśnie Dzikowiec przez lata uchodził za jeden z ciekawszych terenów narciarskich w Sudetach Środkowych. Jeszcze do 2024 roku, lepiej lub gorzej, działał wyciąg orczykowy dowożący narciarzy do połowy stoku. Nie był to ideał, ale stok żył. W poprzednim sezonie działał wyciąg, ale nie działał lokal gastronomiczny, bo władzom gminy nie było po drodze z poprzednim dzierżawcą.
Problem znany od lat
Przyczyna jest ta sama od dawna: zbyt mały zbiornik wody do zasilania armatek śnieżnych. Bez skutecznego naśnieżania nie da się prowadzić stabilnego sezonu zimowego. Trzy lata temu pojawiły się projekty budowy drugiego zbiornika. Była szansa na rozwój. Trzeba było tylko dogadać się z Lasami Państwowymi i wykazać determinacją, by zamienić na gminny kawałek lasu pod Dzikowcem a przekazać inny kawałek komunalnego lasu Lasom Państwowym. Tam miał powstać nowy, drugi zbiornik. Ale nie powstaje. Zmieniła się władza – i zmieniły się plany. A właściwie: planów na rozwój narciarstwa na Dzikowcu dziś po prostu nie ma.

Inwestycje… ale nie w narty
W planach inwestycyjnych gminy na 2026 rok Dzikowiec pojawia się jedynie symbolicznie:200 tys. zł na modernizację budynku informacji turystycznej,40 tys. zł na remont wiaty i budowę „ramki do zdjęć”. Fajnie. Można będzie zimą wziąć narty, latem rower i zrobić sobie fotkę, po czym zapakować sprzęt z powrotem do bagażnika samochodu.
Nie ma natomiast pieniędzy na to, co decyduje o funkcjonowaniu ośrodka zimą: nowy zbiornik wody, dodatkowe armatki śnieżne czy rozbudowę infrastruktury narciarskiej.
Pieniądze są – ale nie na rozwój
Utrzymanie ośrodka narciarskiego to duże koszty – konserwacja urządzeń i przeglądy techniczne to setki tysięcy złotych rocznie. Sama usługa ochrony stoku przez GOPR-owców to w sezonie ok. 200 tys zł. Jednak od momentu otwarcia wieży widokowej na szczycie Dzikowca wyciąg krzesełkowy pracuje przez cały rok i generuje realne przychody. Problem w tym, że – jak mówią mieszkańcy – pieniądze te trafiają do budżetu gminy Boguszów-Gorce, który i tak zmaga się z deficytem. Wydatki sięgają 115 mln zł, dochody 103 mln, a różnica ma być załatana w 2026 roku m.in. emisją obligacji komunalnych na około 10 mln zł. W takiej sytuacji Dzikowiec nie jest traktowany jako inwestycja, lecz jako koszt. Wszystko wskazuje na to, że gminy po prostu nie stać na ośrodek z prawdziwego zdarzenia.

Góry są, narciarzy brak
Efekt? Wałbrzyszanie i mieszkańcy regionu jeżdżą do Rzeczki, Zieleńca, Jańskich Łaźni, Karpacza. Dzikowiec zostaje z wyciągiem „do oglądania widoków” i z pytaniem, dlaczego w miejscu z takim potencjałem nie da się uruchomić normalnego sezonu narciarskiego.

Bez prywatnego inwestora i bez decyzji o realnych inwestycjach zimą na Dzikowcu długo tam nie pojeździmy. Podobno orczyk ruszy po 17 stycznia czyli dobry miesiąc po tym, gdy inne stoki już dawno zaczęły funkcjonować. To klasyczny przykład zmarnowanej szansy – miejsca, które mogło być lokalnym centrum sportu i rekreacji, a staje się jedynie punktem widokowym z niedokończoną historią.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz