Dla 24-letniej Klaudii Uciechowskiej Chiny miały być przygodą życia, kolejnym krokiem w świetlaną przyszłość dziewczyny z Wałbrzycha. Nikt – ani ona, ani jej najbliżsi – nie przypuszczał, że ta podróż zamieni się w mroczny thriller, w którym stawką będzie każda sekunda ludzkiego życia. Dzisiaj, 3 czerwca około godziny 15:00, jeden z najtrudniejszych etapów tej historii dobiegnie końca. Wojskowy samolot medyczny z Klaudią na pokładzie wyląduje we Wrocławiu. Dziewczyna będzie w domu. Ale droga, którą przebyła, to scenariusz na film o potędze ludzkiej solidarności. Jednocześnie czeka ją kolejny, niezwykle trudny etap leczenia. jednak już w domu, pod okiem najlepszych specjalistów z wrocławskich szpitali.
Gdy świat zawala się w ułamku sekundy
Wszystko potoczyło się lawinowo. Nagły ból, szpitalne syreny i diagnoza, która brzmiała jak wyrok: rzadkie, śmiertelnie niebezpieczne powikłania - potworniak jajnika. Autoimmunologiczne zapalenie mózgu, ostre zapalenie otrzewnej, perforacja dwunastnicy. W ciągu kilku dni pełna życia studentka została wprowadzona w stan śpiączki farmakologicznej, z której nie wybudziła się do dziś.
Dla matki Klaudii, pani Joanny, czas zaczął płynąć inaczej. Pekin przestał być egzotyczną metropolią – stał się chłodną, sterylną salą tamtejszego OIOM-u, gdzie każda doba kosztowała porażające 5–6 tysięcy złotych. Do potwornej obawy o życie dziecka doszedł paraliżujący strach przed bezwzględną machiną finansową chińskiej służby zdrowia. Prywatny powrót do Polski medycznym samolotem? Wybór między życiem a śmiercią wyceniono na 700 tysięcy złotych. Kwota dla przeciętnej rodziny astronomiczna, wręcz nierealna.
Machina serc kontra bezwzględne procedury
I wtedy wydarzył się pierwszy cud – cud ludzkiej empatii. Wałbrzych, Dolny Śląsk i tysiące ludzi z całej Polski ruszyli na ratunek za pośrednictwem portalu Siepomaga.pl. Pieniądze na liczniku zbiórki rosły w tempie, które udowodniło, że w obliczu tragedii nie ma rzeczy niemożliwych.
Jednocześnie za kulisami ruszyła inna, cicha machina – państwowa. Gdy stało się jasne, że stan Klaudii wymaga natychmiastowej ewakuacji, do akcji wkroczyły najwyższe szczeble dyplomatyczne i wojskowe z wicepremierem Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem na czele. Skoordynowanie lotu specjalnego samolotu wojskowego z Pekinu do Wrocławia to majstersztyk, który może się znaleźć w podręcznikach do logistyki. Urzędnicy MSZ musieli w kilka dni wydrzeć z rąk biurokracji 13 osobnych zgód dyplomatycznych na przelot nad terytoriami tyluż państw.
Jakby tego było mało, polscy dyplomaci musieli stoczyć batalię na samej chińskiej ziemi. Tamtejsze rygorystyczne przepisy lotniskowe nie przewidywały wyjątków. A jednak, dzięki naciskom z Warszawy, niemożliwe stało się możliwym: chińskie służby pozwoliły, by karetka z nieprzytomną wałbrzyszanką wjechała bezpośrednio na płytę pekińskiego lotniska pod samą rampę polskiego samolotu.
Powrót do domu i najważniejsza bitwa
Dziś rano wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz mógł wreszcie ogłosić: "Samolot wystartował". Na pokładzie, otoczona aparaturą i opieką wojskowych lekarzy, leci Klaudia. Maszyna wyląduje we Wrocławiu po południu. Stamtąd Klaudia – już pod eskortą lekarzy z 4. Wojskowego Szpitala Klinicznego – trafi prosto na tamtejszy Oddział Intensywnej Terapii. Lekarze znają już jej przypadek, mają dokumentację i natychmiast podejmą przerwaną w Pekinie walkę o jej zdrowie i życie.
To, co najgorsze – samotność w obcym kraju i widmo finansowej katastrofy – minęło. Pieniądze zebrane przez tysiące anonimowych darczyńców nie poszły na marne. Zamiast na samolot, zostaną w całości przeznaczone na spłatę gigantycznych długów w Chinach oraz na to, co teraz najważniejsze: długą, żmudną i niezwykle kosztowną neurorehabilitację w Polsce.
Klaudia Uciechowska wróciła do ojczyzny nie tylko dzięki determinacji lekarzy i polityków. Wróciła, bo tysiące ludzi uwierzyło, że jedno młode życie z Wałbrzycha jest warte tego, by poruszyć niebo i ziemię. Dosłownie. Teraz przed nią najważniejsza bitwa – powrót do normalnego życia. Trzymajmy kciuki.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tvwalbrzych.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz