Od sześciu miesięcy na polsko-niemieckiej granicy obowiązuje przywrócona, tymczasowa kontrola graniczna prowadzona przez Straż Graniczną we współpracy z innymi służbami. Oficjalny cel? Walka z nielegalną migracją i wzmocnienie bezpieczeństwa mieszkańców pogranicza – w tym Lubuszan i Dolnoślązaków. Nieoficjalny kontekst? Polityczno-propagandowa burza wokół rzekomego „masowego przerzutu migrantów” z Zachodu do Polski.
Setki tysięcy kontroli, setki odmów – nie tysiące migrantów
Dane Nadodrzańskiego Oddziału Straży Granicznej pokazują skalę działań i zarazem obalają internetowe sensacje. W ciągu pół roku skontrolowano ponad 558 tys. osób i 261 tys. pojazdów. Decyzje o odmowie wjazdu do Polski wydano wobec 352 cudzoziemców – najczęściej z powodu braku wymaganych dokumentów. Wśród nich byli obywatele m.in. Ukrainy, Turcji, Rosji i Syrii.
W rejonie przygranicznym zatrzymano 165 cudzoziemców podejrzanych o próbę nielegalnego przedostania się do Niemiec (a nie odwrotnie). Najliczniejsze grupy stanowili obywatele Afganistanu, Somalii i Uzbekistanu. Siedem osób zatrzymano pod zarzutem organizowania lub pomocnictwa w nielegalnym przekraczaniu granicy – to obywatele Ukrainy, Polski i Mołdawii.
Od początku kontroli ujęto też ponad 90 osób w związku z innymi naruszeniami prawa – od poszukiwanych przez organy ścigania, po podejrzenia kradzieży pojazdów, fałszowania dokumentów i przemytu. Wartość zatrzymanych towarów oszacowano na 1,3 mln zł.
Skąd narracja o „zalewie”?
Część decyzji o przywróceniu kontroli była reakcją na propagandowe pogłoski, według których nielegalni migranci z Afryki i Bliskiego Wschodu mieli masowo przekraczać granicę „za przyzwoleniem strony niemieckiej”. W przestrzeni publicznej pojawiały się liczby idące w tysiące – bez pokrycia w faktach.
Na tej fali swoje działania ogłosił m.in. Robert Bąkiewicz, powołując tzw. Ruch Obrony Granic. Rzeczywistość szybko zweryfikowała nieprawdziwe treści, a prawo upomniało się o jego przestrzeganie. Prokuratura Okręgowa w Gorzowie Wielkopolskim postawiła Bąkiewiczowi zarzut karny (art. 226 §1 k.k.) za znieważenie funkcjonariuszy Straży Granicznej i Żandarmerii Wojskowej podczas interwencji na przejściu w Słubicach. Według zeznań miał nazywać funkcjonariuszy „zdrajcami” i grozić im „rozliczeniami”. Czyn zakwalifikowano także jako chuligański, co zaostrza możliwą karę.
Zastosowano wobec niego wolnościowe środki zapobiegawcze: obowiązek meldowania się na komisariacie, informowania o wyjazdach oraz precedensowy oraz bezprecedensowy zakaz zbliżania się do przejść granicznych na całej granicy z Niemcami na odległość mniejszą niż kilometr. Za złamanie zakazu grożą surowsze sankcje, z aresztem włącznie. Bąkiewicz nie przyznał się do winy i zapowiedział odwołanie do sądu.
Bilans: służby działają, liczby mówią same za siebie
Po pół roku widać jasno: kontrole graniczne są intensywne i skuteczne, a skala ujawnionych naruszeń pozostaje nieporównywalna z alarmistycznymi przekazami o „masowym napływie”. Fakty nie potwierdzają tezy o tysiącach migrantów wjeżdżających nielegalnie do Polski. Potwierdzają za to coś innego: że bezpieczeństwo granicy jest egzekwowane przez służby państwowe, a dezinformacja – nawet głośna – nie zastąpi danych ani prawa.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz