W Wałbrzychu rusza pierwszy w Polsce tak kompleksowy program wsparcia zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży. Ma objąć kilkanaście tysięcy uczniów – od klas 7–8 po szkoły ponadpodstawowe – i stworzyć spójny system szybkiej interwencji, warsztatów, kampanii społecznych i współpracy między instytucjami. – „Według naszej wiedzy nie ma takiego programu na taką skalę i tak kompletnego jak ten, który przygotowaliśmy” – podkreśla prezydent Wałbrzycha dr Roman Szełemej.
Trzy poziomy działań, o których mówi wiceprezydent Anna Elżbieciak-Stec, robią wrażenie: kampania „Trzymamy Cię” z czerwonym balonikiem jako symbolem wsparcia, warsztaty antyhejtowe i z zakresu cyberprzemocy, mobilne gabinety psychologiczne w szkołach ponadpodstawowych, a w razie potrzeby – bezpośrednie skierowanie do Centrum Zdrowia Psychicznego.
– Chodzi o to, aby dziecko, które potrzebuje wsparcia, nie czekało tygodni czy miesięcy. Interwencja musi być tu i teraz – mówi Elżbieciak-Stec.
System gotowy – ale rodzice wciąż się wahają
Wszystko wygląda obiecująco, gdyby nie jedno „ale”. Kluczowym ogniwem są rodzice. To oni mogą pierwsi zauważyć symptomy: nagłą zmianę zachowania, izolację, próby samookaleczeń. A jednak w ubiegłym roku tylko 40 procent rodziców zgodziło się, by szkoła mogła udzielić ich dzieciom pomocy psychologiczno-pedagogicznej. Reszta wolała odsunąć problem – bo łatwiej jest milczeć, niż przyznać, że w domu nie wszystko działa tak, jak powinno.
Prezydent Szełemej zauważa:
– Ponad 10 proc. rodziców nie zgadza się nawet na badanie stomatologiczne swoich dzieci. Dlatego zgodę na pomoc psychologiczną będziemy zbierać już na początku roku szkolnego – po to, by nie można było odwracać kota ogonem, kiedy dochodzi do tragedii.
To właśnie w tym punkcie publiczny system zderza się z prywatnymi murami. Rodzice często wybierają „dobro rodziny” – rozumiane jako nienaruszony wizerunek – zamiast dobra dziecka. Zatajają problemy, uciekają przed diagnozą, chowają się za fasadą.
A statystyki są bezlitosne
Problem nie jest marginalny ani lokalny. Polska od lat znajduje się w czołówce europejskiej, jeśli chodzi o próby samobójcze wśród młodzieży.
W 2022 roku odnotowano 2 031 prób samobójczych wśród osób poniżej 18. roku życia – to o 148% więcej niż w 2020 r.
Liczba dzieci i młodzieży leczonych z powodu depresji i zaburzeń nastroju wzrosła z 12 000 w 2017 r. do 25 000 w 2021 r.
Badania wskazują, że od 3 do 8,8% młodzieży ma za sobą próby samobójcze, a objawy depresji w Polsce deklaruje nawet 27–54% nastolatków, znacznie powyżej średnich wskaźników WHO.
Za każdą liczbą stoi czyjeś dziecko, czyjaś tragedia. A wiele z nich mogłoby zostać powstrzymanych, gdyby rodzic chciał zauważyć pierwsze sygnały.
Wstyd kontra odpowiedzialność
Wiceprezydent Elżbieciak-Stec mówi wprost:
– Najmniejszy wpływ mamy na rodziców, a chciałabym mieć największy, bo to ich rola jest kluczowa.
To oni mogą być kluczem do sukcesu albo najsłabszym ogniwem. To od nich zależy, czy system zadziała, czy stanie się tylko papierowym planem.
Wałbrzych pokazuje, że można stworzyć nowoczesny i kompleksowy system pomocy. Ale żaden system nie zadziała, jeśli w domach wciąż będzie panowało milczenie, a rodzice – zamiast wybrać zdrowie dziecka – będą bronić fasady „normalności”.
Czy odważymy się mówić o problemie głośno i reagować w porę? Czy raczej dalej będziemy udawać lub liczyć na to, że „nas to nie dotyczy”?
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Marek Szeles [email protected]